00:00:03:SubEdit b.4030 http://subedit.prv.pl
00:00:05:T³umaczenie: Cluppy
00:00:10:Poprawki do wersji 770 MB 1h37m59s 768x432 23,98 FPS
00:00:14:applauseteam
00:00:38:KLASA
00:00:45:Jesteœmy na miejscu.
00:00:53:W tej marynarce wygl¹dasz|naprawdê powa¿nie.
00:00:58:- OK, Bones, uwa¿aj.|- Wiêc...
00:01:02:Trzymaj bilet.
00:01:04:- Jonathan!
00:01:06:- Uwa¿aj na siebie.|- Bêdê.
00:01:09:Zadzwoñ jak dojedziesz, dobrze?
00:01:12:Tato.
00:01:16:- Zobaczymy siê na œwiêta.|- Jestem z ciebie dumna!
00:01:21:Mamo.
00:02:08:Czeœæ, jak leci?
00:02:24:- Spójrzcie na tego typa.
00:02:28:- Fajna marynarka!|- Co s³ychaæ w kosmosie?
00:02:42:- Co s³ychaæ?|- Witaj na pok³adzie, nieznajomy.
00:03:02:Wspaniale, spadaj¹ce walizki.
00:03:06:Ano.
00:03:08:Co rok kolejny idiota.
00:03:24:Wejœæ.
00:03:28:- Hej! Ty pewnie jesteœ Jonathan!|- Tak.
00:03:31:Franklin Burroughs IV.|Mów na mnie Skip.
00:03:34:- Czeœæ, Skip.|- Czekaj, pomogê ci.
00:03:39:Co ty tu tachasz u diab³a?|Trupa?
00:03:42:Ksi¹¿ki, ubrania|i takie tam rzeczy.
00:03:44:W zesz³ym roku jeden goœciu przemyci³|w ten sposób swoj¹ dziewczynê.
00:03:48:- Tak?|- Ale zgubi³ klucz.
00:03:50:I zanim go odnalaz³,|dziewczyna wykitowa³a.
00:03:53:Naprawdê?
00:03:55:- ¯artowa³em.|- Aaa!
00:03:56:- Witaj w Vernon Academy.|- Dobrej uczelni.
00:04:00:To jest twoja czêœæ pokoju.
00:04:02:Te ³achmany trzeba nosiæ|tylko jak siê dy¿uruje.
00:04:05:- Nikt nie powiedzia³. Myœla³em, ¿e...|- Czuj siê jak u siebie w domu.
00:04:11:Wiêc, sk¹d pochodzisz?|Gdzie siê uczy³eœ?
00:04:14:Mieszka³em w Pittsburgu,|do podstawówki poszed³em...
00:04:18:Niech to szlag, spóŸnimy siê!
00:04:20:SpóŸnimy?
00:04:23:I co ty na to?|Niez³e, nie?
00:04:26:Te dupki chodz¹ tylko|do markowych sklepów,
00:04:29:A ja to znalaz³em w zwyk³ym butiku.|Super sprawa, co?
00:04:33:No.
00:04:34:Jeœli dziêki temu nie wygram,|to Boga nie ma!
00:04:37:- Przebieraj siê prêdko.|- Mam siê przebraæ?
00:04:42:Jejku, zapomnia³em.|Nigdy nie by³eœ w takiej szkole.
00:04:45:No, nie.
00:04:46:Pewnie wydaje ci siê,|¿e jestem stukniêty?
00:04:49:- W zasadzie...|- To taka szkolna tradycja.
00:04:52:Co roku starsze roczniki musz¹ lataæ|woko³o przebrane za babki.
00:04:56:Chc¹ nas w ten sposób upokorzyæ.|PóŸniej przez ca³y rok to my|siê znêcamy nad reszt¹.
00:05:01:I to jest jedyna okazja,|¿eby sobie z nas jaja porobiæ.
00:05:06:Dobra, rozumiem.
00:05:08:- A ty myœla³eœ...|- No.
00:05:11:Coœ ty, to taka tradycja.|Ale co tu z tob¹ zrobiæ?
00:05:14:- Sobie tu posiedzê i siê rozpakujê.|- Niech no pomyœlê.
00:05:17:- Jenny!|- Jenny?
00:05:21:Niech no spojrzê, mam!
00:05:25:- Pami¹tka.|- Nie chcê wskakiwaæ w kobiece...
00:05:28:- Nie dostaniesz moich.|- Nie chcê ich.
00:05:31:W tym nie wygrasz na pewno, ale nie|bêdziesz siê czu³ zak³opotany.
00:05:35:Przebierz siê.
00:05:41:ChodŸ.
00:05:43:- No chodŸ.|- Nie mogê!
00:05:45:ChodŸ!
00:05:49:Pospiesz siê!|I tak jesteœmy spóŸnieni!
00:05:53:Wygl¹dasz wspaniale, idŸ.
00:05:57:- Hej, ludzie!|- Spójrzcie na ni¹!
00:06:02:- Skip? Skip?|- Wygl¹dasz cudownie!
00:06:07:Masz niez³¹ dupê, laluniu!
00:06:10:Czarny!|Mój ulubiony kolor!
00:06:23:Oni ciê kochaj¹!
00:06:28:Hej, odwróæ siê.|Spójrzcie na te cycki!
00:06:32:Poka¿ cycki!|Poka¿ cycki!
00:06:37:Hej sk¹d masz takie wdzianko?
00:06:41:To transseksualista!
00:07:05:Chcemy jeszcze!|Chcemy jeszcze!
00:07:17:Przepraszam.|Wiem, ¿e to by³o pod³e.
00:07:21:S³uchaj, nie bierz tego do siebie.
00:07:25:To naprawdê taka tradycja.|Ka¿dego roku ktoœ daje siê nabraæ.
00:07:28:Bez urazy. To by³ tylko|taki kawa³. Nie obraŸ siê.
00:07:34:W porz¹dku?
00:07:36:S³uchaj, bêdziemy mieszkaæ|w jednym pokoju przez ca³y rok. Zgoda?
00:07:42:Zgoda.
00:07:56:To znowu ona.|Myœlê, ¿e zakocha³em siê w tobie.
00:07:59:- Hej, kochanie.|- Tak.
00:08:02:- Witaj paniusiu, czy masz wolne terminy?|- Chyba pomyli³a ³azienki.
00:08:07:- Gasiæ œwiat³a!|- Pieprz siê, Roscoe!
00:08:12:Powiedzia³em gasiæ œwiat³a, palanty!
00:08:14:Dla ciebie panowie palanty, Maybaum!
00:08:17:Cisza, idzie Mors.
00:08:27:- Dobry wieczór, panie Maybaum.|- Dobry wieczór.
00:08:31:- Wszyscy w swoich pokojach,|policzone.
00:08:35:- W takim razie dobranoc panie Maybaum.|- Dobranoc panu.
00:08:49:Jeszcze jedno. Jakby by³y jakieœ k³opoty|z pal¹cymi, proszê daæ mi znaæ.
00:08:54:W porz¹dku?
00:08:57:Dobranoc.
00:09:31:Hej, wreszcie jest.
00:09:34:A oto nasz amator|damskich ciuszków.
00:09:40:Panie i panowie,|oto nasza kochana Miss.
00:09:43:Miss szko³y.
00:09:46:- Witaj kochanie!|- Hej Jonathan, tutaj!
00:09:54:Zabiorê ciê st¹d,|moja mi³oœci!
00:10:00:- On naprawdê p³acze.|- ChodŸ tu, usi¹dŸ.
00:10:04:Mo¿e otrzeæ ci ³zy?
00:10:08:- Co za mazgaj.|- Nie s³yszysz ofermo?
00:10:12:Zamknij siê!
00:10:14:- O co tam chodzi?|- Zrobili mu nasz tradycyjny kawa³.
00:10:25:- Idziesz w³o¿yæ biustonosz?|- Nie zapomnij napisaæ!
00:10:29:Ten goœæ to miêczak.
00:10:37:Pos³uchaj Jonathanie.|Wydaje mi siê...
00:10:41:O mój Bo¿e.
00:10:46:O Jezu!
00:10:48:O Jezu!
00:10:52:Nie mam pojêcia dlaczego to zrobi³.|To by³ tylko taki ¿art!
00:10:58:Powiesi³ siê!
00:11:01:Nie wiem dlaczego,|ale to moja wina...
00:11:15:Chcia³ mnie pan rozbawiæ,|panie Burroughs?
00:11:18:Cisza!
00:11:19:W moim gabinecie|o ósmej rano.
00:11:21:Niech siê pan zastanowi, co pan zrobi³,|a ja pomyœlê, co z panem zrobiæ.
00:11:28:I proszê te¿ przyprowadziæ|swego martwego wspó³lokatora.
00:11:32:Przedstawienie zakoñczone.
00:11:54:Przepraszam. To by³o pod³e. Ale tak mnie|oœmieszy³eœ, ¿e myœla³em, ¿e siê zabijê.
00:12:03:To tylko kawa³.|Bez obrazy. Zgoda?
00:12:11:Zgoda.
00:12:15:Prawdê powiedziawszy, nie jestem gotowy|na tak¹ rozmowê. Zazwyczaj mija miesi¹c
00:12:20:Zanim pojawi siê jakiœ student|biegaj¹cy w kobiecym wdzianku
00:12:24:Lub jakiœ artysta wieszaj¹cy|moje podobizny pod sufitem.
00:12:28:A to dopiero pierwszy tydzieñ, panowie.
00:12:31:A¿ strach pomyœleæ, co jeszcze|do Œwi¹t mo¿e siê wydarzyæ, prawda?
00:12:35:- Prawda.|- Prawda.
00:12:37:To by³o pytanie retoryczne. Ka¿demu|mo¿e siê zdarzyæ coœ nabroiæ.
00:12:43:Myœlê, ¿e w tym momencie|ju¿ wyczerpaliœcie swój limit ch³opcy.
00:12:46:Mam nadziejê, ¿e ju¿ do koñca roku|nie bêdê musia³ siê z wami spotykaæ.
00:12:51:- Bo wtedy ju¿ nie bêdzie|¿adnych usprawiedliwieñ.|- Zrozumiano?|- Oczywiœcie.
00:12:58:- Od teraz naprawdê musimy uwa¿aæ.|- Musimy siê poprawiæ.
00:13:01:- Bêdziemy pos³uszni.|- Podporz¹dkujemy siê.
00:13:09:Nigdy nam tego nie sprzedadz¹.|Nie ma siê co ³udziæ.
00:13:12:- Nie uda nam siê.|- Spokojnie.
00:13:22:Który z was to kupuje, m³odzieñcy?
00:13:26:- Ja.|- Taak? A ile masz lat ch³opcze?
00:13:29:50.
00:13:39:Uda³o ci siê!
00:13:42:Jestem pe³en podziwu dla twej|przenikliwoœci i rozrzutnoœci.
00:13:45:Tak, ja te¿.
00:13:55:Powiem ci coœ, czego jeszcze|nikomu nie mówi³em,
00:13:58:Ale musisz przyrzec,|¿e to nie wyjdzie poza ten pokój.
00:14:01:Przyrzekasz?
00:14:04:- No.|- Przyrzeknij na Boga!
00:14:07:OK.
00:14:13:Zabi³em cz³owieka.
00:14:15:Taa?
00:14:17:- Mówiê serio, Jonathanie.|- Ja te¿.
00:14:21:W zesz³ym roku by³em w Montego Bay|ze znajomymi.
00:14:27:Wszyscy byliœmy w tym barze.
00:14:30:Pozna³em olœniewaj¹c¹ dziewczynê.|I w³aœnie mnie mia³a zabraæ do siebie,
00:14:33:Kiedy jakiœ wielki facet|przystawi³ mi pistolet do g³owy.
00:14:36:A ta lala zaczê³a przetrz¹saæ|moje kieszenie.
00:14:39:Musia³em byæ nieŸle wstawiony,|bo kopn¹³em goœcia po jajach.
00:14:42:Potem wzi¹³em pistolet|i nastêpne, co pamiêtam to wielki huk.
00:14:47:No i...
00:14:51:Facet...|Le¿y na ziemi
00:14:56:Krew wali mu siê z g³owy.
00:15:05:- To by³o straszne.|- Jezu.
00:15:12:Bo¿e.
00:15:16:- I co zrobi³eœ?|- A jak myœlisz? Spieprzy³em.
00:15:24:A ty co zrobi³eœ najgorszego w ¿yciu?
00:15:29:- Oszukiwa³em na teœcie kwalifikacyjnym.|- Coœ mi tu œmierdzi na kilometr.
00:15:33:Hej! Kosztowa³o mnie to 150 dolców.|Kupi³em test i mia³em odpowiedzi.
00:15:40:Oszukiwa³eœ na teœcie kwalifikacyjnym?|Oszukiwa³eœ na teœcie!
00:15:44:Tak.
00:15:46:A niech to, jesteœ najsprytniejszym|goœciem w ca³ej szkole.
00:15:51:Panie Stypendium. Nawet Roger|sam napisa³ ten test.
00:15:55:No wiesz, ca³e moje ¿ycie poœwiêcam|temu, aby dostaæ siê do Harvardu.
00:15:59:Oszukiwa³eœ na teœcie!
00:16:04:To powa¿na sprawa.
00:16:07:Hej, ty zabi³eœ cz³owieka.
00:16:12:No wiesz...|Niezupe³nie.
00:16:17:Jak to, "niezupe³nie"?
00:16:27:Ten sukinsyn|zabra³ wszystko co mia³em.
00:16:30:By³em tak przestraszony,|¿e ma³o co nie narobi³em w gacie.
00:16:47:Co za dupek.
00:16:48:Ale¿ symbolizm u Kafki|jest oczywisty.
00:16:51:Jab³ko symbolizuje grzech pierworodny.
00:16:54:Tkwi w jego ciele niczym chrystusowa|rana, gnije i zabija go.
00:16:59:Nie, nie, nie. To co naprawdê|on chce nam przekazaæ to to,|¿e wszyscy jesteœmy robakami.
00:17:03:- Na razie.|- Hej, zgadnij co robisz dziœ wieczorem.
00:17:06:- £acina.|- Pud³o.
00:17:08:Masz randkê z jedn¹ z najpiêkniejszych|dziewczyn z Foxfield.
00:17:13:- Nie gadaj.|- Ale¿ owszem, owszem.
00:17:15:- Nie wiem, czy mi siê uda.|- Nie z³api¹ nas.
00:17:19:Nie mówiê o tym,|tylko o dziewczynach.
00:17:23:- Nigdy tego wczeœniej nie robi³em.|- Nigdy tego wczeœniej nie robi³eœ?
00:17:29:Ale¿ sk¹d. Robi³em to.|Wiele razy.
00:17:32:To znaczy, wiesz, nie zawsze|wszystko by³o...
00:17:37:Jest mi niedobrze.
00:17:40:Nie masz siê czym przejmowaæ.|To bardzo mi³e dziewczyny.
00:17:44:Mo¿e mnie nie wyrzuc¹.
00:17:49:To by³oby bardzo niewskazane.|Zgaœ œwiat³o.
00:17:54:Z³api¹ nas. Wiesz co wtedy|z nami zrobi¹?
00:17:58:Pewnie. Ale to nic w porównaniu|z tym, co dziewczyny potrafi¹.
00:18:02:O Bo¿e.
00:18:18:- Nie mogê uwierzyæ.
00:18:23:- Nie przejmuj siê.
00:18:27:Wreszcie s¹.|W sam¹ porê.
00:18:32:- Hej.|- Czeœæ!
00:18:39:Oni chc¹ pracowaæ,|tylko my im nie dajemy szansy.
00:18:43:Ludzie biedni s¹ tacy sami jak my,|z t¹ ró¿nic¹, ¿e nie maj¹ pieniêdzy.
00:18:46:Maj¹ du¿o dzieci,|nie mog¹ siê przebiæ.
00:18:50:Tymczasem nas kszta³cono.|U¿ywamy antykoncepcji.
00:18:53:Nikogo to nie obchodzi. Ich sytuacja|siê nie zmieni dopóki nie zadzia³amy.
00:18:59:- Zgadzasz siê?|- Nie. Nie, ja...
00:19:05:Jezu!
00:19:08:Chryste, Jonathanie.|Nie do wiary! O Bo¿e!
00:19:12:Obrzydlistwo!|Moja spódnica!
00:19:30:Wiesz co, w gruncie rzeczy,|chyba mnie polubi³y.
00:19:39:Jonathan!
00:19:43:- Zgadnij, co w³aœnie dla ciebie|zrobi³em.|- Nie chcê wiedzieæ.
00:19:46:Witamy na pok³adzie, panie Sekretarzu.
00:19:49:Sekretarz sekcji tanecznej to tylko|wymówka, aby nie chodziæ na zajêcia.
00:19:54:To tylko jedna z zalet. Najlepsze|jest to, ¿e nas jest tylko piêciu,
00:19:58:A ich 479.
00:20:01:Bierzmy siê za nie.
00:20:15:- Spójrzcie tylko na te zderzaki.|- Ma³e dziewczynki.
00:20:20:- Laski.|- Uwielbiam je.
00:20:25:- Witamy w Foxfield.|- Kocham tê grub¹ dziewczynê!
00:20:32:Myœlê, ¿e tak w³aœnie powinnyœmy zrobiæ.|Przed samym ostatnim tañcem,
00:20:35:Pani DeBreul od nas i pan Kennedy od was|zaprezentuj¹ nagrodê za najlepszy kostium.
00:20:40:- Czy mo¿emy coœ powiedzieæ?|- Uwa¿amy, ¿e ca³a ta zabawa w kostiumy to dziecinada.
00:20:43:Ale to Zabawa Halloweenowa!
00:20:46:S¹ wa¿niejsze rzeczy|ni¿ Halloween.
00:20:49:Ludzie umieraj¹ z g³odu!
00:20:51:Lisa daj naszym goœciom|jakieœ kanapki?
00:20:55:A tañce w Halloween bez przebrania|to po prostu zwyk³a potañcówka!
00:20:59:Bior¹c pod uwage sytuacjê na œwiecie,|¿adne zabawy nie s¹ wskazane.
00:21:03:Mam doœæ was obojga|i waszych pseudointeligentnych bzdur!
00:21:07:- Julia!|- Twoje kostiumy s¹ idiotyczne!
00:21:10:- Lisa!|- Czeœæ.
00:21:11:O nie!
00:21:14:- Lisa!|- Przepraszam.
00:21:16:Nie zbli¿aj siê do mnie!|Cholera!
00:21:18:- Lisa!|- Niech to szlag!
00:21:21:Ty prostaku!
00:21:35:Niech ka¿dy sam zdecyduje,|czy wk³ada kostium czy nie.
00:21:42:A ty jak uwa¿asz, Jonathanie?
00:21:44:Najmocniej przepraszam pani DeBreul.
00:21:47:To rzeczywiœcie|nieszczêœliwy przypadek.
00:21:52:Waza to by³ prezent|od Eleanory Roosevelt?
00:21:55:Unikat. Pani reakcja jest|jak najbardziej uzasadniona.
00:21:59:Uwa¿am nawet, ¿e i tak s¹ pañstwo|dla nas zbyt wyrozumiali. Do widzenia.
00:22:08:Wiêc panie Burroughs,|pan i pana sekcja taneczna.
00:22:11:Dostarczy³a niezapomnianych prze¿yæ|naszej zaprzyjaŸnionej uczelni.
00:22:16:A w szczególnoœci pan, panie Ogner.
00:22:19:Nie doœæ, ¿e macie zakaz uczestnictwa|w Zabawie Halloweenowej,
00:22:22:Ale jesteœcie tak¿e pierwszymi|studentami w historii Vernon Academy,
00:22:26:Którzy maj¹ zakaz wstêpu do Foxfield,|cytujê "do koñca ¿ycia".
00:22:33:Do swoich spraw, panowie.
00:22:45:Zakaz wstêpu do Foxfield na zawsze!
00:22:49:Jedyne kobiety w promieniu stu mil.
00:22:53:- Myœlê, ¿e umrzesz jako prawiczek!|- Daj siê zaci¹gn¹æ.
00:22:58:- Proszê bardzo panie aligator.|- Chcesz kupiæ koszulê?
00:23:13:Co ciê drêczy, mój synu?
00:23:27:Najgorsze jest nie to, ¿e masz|zakaz wstêpu do Foxfield,
00:23:32:Chocia¿ to jedyne kobiety|w promieniu stu mil.
00:23:36:Mimo to jest miejsce|gdzie mo¿esz siê udaæ.
00:23:39:Chicago, autobus o dziewi¹tej.
00:23:41:- Zapomnij.|- Skrajne okolicznoœci...
00:23:44:Wymagaj¹ desperackich kroków.|Seksualnie tu jesteœ skoñczony.
00:23:48:- Musisz mi to wypominaæ?|- Masz tu bilet.
00:23:51:JedŸ na Rush Street,|do klubu "Wolne i ³atwe".|Tam spotkasz wymarzon¹ dziewczynê.
00:23:56:Jeœli jej tam nie bêdzie, to bierz|co popadnie. WeŸ taksówkê i zawieŸ j¹|do hotelu Grey's Lake.
00:24:01:I zasadŸ swoje nasienie|w rajskim ogrodzie.
00:24:07:- Masz sto dolców.|- Nic z tego.
00:24:10:Dopóki kogoœ nie przelecisz,|nikt tu nie mo¿e czuæ siê bezpiecznie!
00:24:16:I na litoœæ bosk¹, tylko nie|wygadaj siê, ¿e jeszcze siê uczysz.
00:24:20:- Powiedz jej, ¿e pracujesz w dokach.|- Co?
00:24:23:- Powiedz, ¿e piszesz dla Timesa.|- To ju¿ lepsze.
00:24:26:Jedziesz. I nie chcê ciê widzieæ,|zanim siê nie spiszesz.
00:24:30:W³aœciwie to nie wpuszczê ciê,|jeœli nie przyniesiesz jej majtek.
00:24:35:Daj spokój Skip.|Nie jestem taki jak ty.
00:24:38:Nie mam twego uroku,|twego podejœcia, twojej...
00:24:41:- Klasy.|- Byæ mo¿e.|Nie znam siê na kobietach.
00:24:44:Ja to wiem, ty to wiesz.|Ale babki z "Wolne i ³atwe" nie.
00:24:48:Jesteœ fajny goœæ.
00:24:52:Coœ w sobie masz. Nie mówi³bym|tego, gdybym tak nie myœla³.
00:24:56:No oczywiœcie, móg³bym tak|powiedzieæ, ale nie tobie.
00:25:00:Idziemy!
00:25:06:Po¿yczy³bym ci kasy,|ale dziœ krucho ze mn¹.
00:25:09:Dobra ch³opaki, spadamy!
00:25:15:- Z Bogiem.|- Tak, z Bogiem.
00:25:17:Do Ziemi Obiecanej, mój synu.|Do Ziemi Obiecanej.
00:26:36:# Nie mo¿esz zaprzeczyæ,|¿e chowasz siê przed mi³oœci¹.
00:26:45:Barman!
00:26:48:Proszê pana.
00:26:50:# Mówisz, ¿e jesteœ nieœmia³y,|chowasz siê przed mi³oœci¹
00:27:13:- Uwa¿aj!|- Sorry.
00:27:16:# Nie mo¿esz siê zdecydowaæ,|chowasz siê przed mi³oœci¹
00:27:23:Czeœæ, mam na imiê Jonathan, a ty?
00:27:28:Mogê siê dosi¹œæ?|Jesteœ st¹d?
00:27:37:# Mówisz, ¿e jesteœ nieœmia³y,|chowasz siê przed mi³oœci¹
00:27:47:Mo¿e innym razem.
00:27:56:O rany!
00:27:58:- Barman!|- Momencik, zaraz podejdê.
00:28:10:Raz! Dwa! Trzy! Cztery! Piêæ! Szeœæ...
00:28:14:- Jak mi posz³o?
00:28:17:- Mog³abym to zrobiæ lepiej.|- O, ona mog³aby to zrobiæ lepiej!
00:28:20:Dziesiêæ dolców.|Dziesiêæ dolców.
00:28:25:- Stracisz trochê kasy!|- Ellen!
00:28:29:- Gotowa do startu?|- Gotowa. Czekaj, czekaj.
00:28:32:Gotów, start!
00:28:34:Raz! Dwa! Trzy! Cztery! Piêæ!|Szeœæ! Siedem! Osiem! Dziewiêæ!
00:28:43:P³aæcie.
00:28:48:Drinki dla przegranych.
00:29:01:Niez³y zarobek.
00:29:05:- Na koszt firmy.|- Dziêki.
00:29:17:Jesteœ sam?
00:29:20:- Co?|- Czy jesteœ sam?
00:29:23:Tak.
00:29:24:Jakoœ siê czujê|przyjemnie przy tobie.
00:29:28:- Naprawdê?|- No. Daj rêkê.
00:29:34:Twoja aura jest podniecaj¹ca.
00:29:37:Za³o¿ê siê, ¿e ca³y czas to s³yszysz.
00:29:40:Doœæ czêsto.
00:29:42:- Niech no sprawdzê.|- Co?
00:29:45:Twoj¹ aurê. WeŸ tê monetê.|Zamknij oczy.
00:29:50:Zobaczmy, czy jesteœ w stanie|przetoczyæ tê monetê od czo³a do brody,
00:29:53:A nastêpnie od ucha do ucha,
00:29:55:Bez odrywania od cia³a.
00:29:59:- Tylko tyle?|- To nam powie wszystko.
00:30:21:Mogê prosiæ?|A tak, dziêki.
00:30:26:I co wysz³o?
00:30:28:Niestety, chyba jednak|to nie by³y te wibracje.
00:30:45:Dwie czwórki!
00:30:57:Przepraszam.
00:31:02:- Czy mogê ci coœ pokazaæ?|- Pewnie.
00:31:12:O Bo¿e!
00:31:14:- Ale ze mnie pierdo³a!|- Mo¿e siê zdarzyæ ka¿demu.
00:31:19:- Wódka z tonikiem, proszê.|- Tylko zwyk³y kutas da siê nabraæ.
00:31:24:Mo¿e i masz racjê.
00:31:30:Tak, powinienem...
00:31:37:Dziêki.
00:31:41:Jeœli nie masz nic przeciwko...
00:31:43:To pójdê znaleŸæ wie¿owiec z piêknym|widokiem i sobie z niego skoczê.
00:31:55:Na dworzec autobusowy, proszê.
00:32:03:Znam odpowiedni wie¿owiec.
00:32:28:- Odsuñ siê stamt¹d!|- Nie, to ty podejdŸ tu!
00:32:32:- W³aœciwie to tu mi jest wygodnie.|- Czego siê boisz?
00:32:36:Zgonu.
00:32:40:Uczciwie mówiê.|Jestem wystraszony.
00:32:46:W³aœnie coœ mi przysz³o do g³owy.|Jestem g³odny, a ty?
00:32:51:Co masz na myœli?|Móg³bym nam kupiæ kolacjê.
00:32:59:A teraz to mogê skakaæ.
00:33:01:- To tylko pieni¹dze.|- Tak, to tylko moje pieni¹dze.
00:33:07:Czy kiedyœ...|Czy kiedyœ zakocha³eœ siê?
00:33:11:- Tak, by³em zakochany|w studolarowym banknocie.|- Naprawdê?
00:33:21:Pytasz mnie, pierdo³ê?
00:33:23:Wygl¹dasz na...|Wra¿liwego pierdo³ê.
00:33:29:Czy myœlisz, ¿e ze mn¹|jest coœ nie tak?
00:33:37:A niby sk¹d mam wiedzieæ?|To znaczy, nie znam ciê.
00:33:41:Akurat to mo¿emy zmieniæ.
00:33:46:Jesteœ g³odna? Bo ja tak.|Mog³abyœ nam postawiæ coœ.
00:33:51:OK, wiêc na co masz ochotê?
00:33:57:Kuchnia w³oska?
00:34:00:Chiñszczyzna?
00:34:24:- To przecie¿ winda.|- Tak?
00:34:27:Uwielbiam windy.
00:34:30:Myœlê, ¿e s¹ cudowne.
00:34:34:Uwielbiam jak je¿d¿¹ w górê i w dó³.
00:34:39:- Naprawdê?|- Tak myœlê, ¿e to wspaniale.
00:34:46:Co wolisz?
00:34:49:Góra...
00:34:53:Czy dó³?
00:34:58:- Góra.|- Naprawdê?
00:35:02:Myœlê, ¿e dó³ jest mniej ciekawy.
00:35:05:Wiêc, skoro o dole mowa.
00:35:10:Góra, oczywiœcie te¿ mo¿e byæ|ekscytuj¹ca.
00:35:15:To zale¿y.
00:35:18:Te¿ tak myœlê.
00:35:24:Zaczekaj.
00:35:26:Tak, góra jest...|Dó³ jest
00:35:39:- Czekaj, gdzie jest?
00:35:43:Z ty³u.
00:36:02:- Bo¿e!|- Bo¿e jestem napalona.
00:36:08:Wolisz to robiæ na le¿¹co?
00:36:12:Obojêtne.
00:36:16:Czy tez na stoj¹co?
00:36:21:Mo¿e lepiej po³o¿ê siê.
00:36:41:Nie tak szybko.|Spokojnie.
00:36:43:- OK.|- Poca³uj mnie.
00:36:47:Jonathan...|Stój, moje w³osy.
00:36:49:- Sorry. OK.|- Juz lepiej.
00:36:55:- Czekaj, przeœcierad³o.|- Sorry. OK.
00:37:00:- Jak ci idzie?|- Dobrze, dobrze!
00:37:03:Czy¿by?
00:37:04:To juz dwa dni.|Mo¿e mu siê coœ sta³o.
00:37:07:- Myœla³em, ¿e do pi¹tku wróci.|- Nie mogê go d³u¿ej kryæ.
00:37:11:- Gdzie on jest?|- A sk¹d mam wiedzieæ?
00:37:14:Wys³a³eœ dzieciaka|na Rush Street!
00:37:16:- Zamknij siê, mlonie.|- Zamknij mordê baranie.
00:37:19:- Powiem Kennedyemu.|- Bardzo szlachetne Skip.
00:37:22:Mi³o by³o siê z wami kumplowaæ.
00:37:24:Gdzieœ ty siê podziewa³ u diab³a?
00:37:39:Toœ mi pan zaimponowa³, panie Ogner.
00:37:43:- W pieprzonej windzie?|- To za pierwszym razem.
00:37:46:Ja nie mogê!
00:37:48:Utknê³a miêdzy|51-szym a 52-gim piêtrem.
00:37:55:- Ile ma lat?|- Bo¿e...
00:37:58:Oko³o 35ciu.
00:38:01:O Bo¿e!
00:38:06:Pieprzona winda! Pieprzona win...
00:38:10:Niech teraz ka¿dy z nas|skupi siê,
00:38:13:I prosi o pomoc...
00:38:16:I si³ê.
00:38:19:- Jak du¿e?
00:38:31:- Jak ma na imiê?|- Ellen.
00:38:35:Projektantka mody. Powiedzia³em,|¿e robiê doktorat na Northwestern.
00:38:39:I da³a siê nabraæ?|I ty naprawdê?
00:38:42:No.
00:38:44:- I ona naprawdê?|- No.
00:38:46:- Jezu!|- Hej, b¹dŸ ostro¿ny!
00:38:49:O stary.
00:38:58:Oto nadchodzi!
00:39:01:- Pan Porno!|- Rush Street Casanova!
00:39:05:- Sex maszyna.|- Ten facet to zwierzê.
00:39:09:Cz³owiek-kutas!
00:39:13:Tak cz³owiek-kutas!
00:39:16:Oblatywacz!
00:39:38:Do poniedzia³ku.
00:39:41:Zaczekaj chwilkê.|Pos³uchaj.
00:39:44:"Co drugi mê¿czyzna przynajmniej raz|w okresie dojrzewania siê nie sprawdzi."
00:39:50:A niech to, co drugi.
00:39:53:Upojnego weekendu.|Uca³uj Ellen od mnie.
00:41:03:Zróbmy to jeszcze raz.|Co ty na to?
00:42:26:- Gotowy?|- No.
00:42:34:Nazywa siê to ci¹g³a margarita.
00:42:37:- Powiedz kiedy.|- Otwórz usta.
00:42:45:Po³ykaj.
00:42:47:Po³ykaj!
00:42:50:Chcesz wody?|Chcesz wody? Otwórz.
00:42:53:- Jeszcze wiêcej?|- Zakrêæ to!
00:42:55:- Próbujê ci pomóc!|- Masz do czynienia ze zwierzakiem.
00:42:58:- Dobra, koniec z dobroci¹.
00:43:01:- O mój Bo¿e.|- Co?
00:43:04:Chcesz iœæ na ca³oœæ?|Chcesz?
00:43:23:Kocham ciê.
00:43:32:Wielu ludziom nie wychodz¹ zwi¹zki,|poniewa¿ wiele rzeczy robi¹ na si³ê.
00:43:36:PóŸniej tego maj¹ serdecznie doœæ.
00:43:38:Nie chcê takiego zwi¹zku.|Myœlê, ¿e ty te¿ nie.
00:43:42:Wiesz Ellen, kiedy powiedzia³em,|¿e ciê kocham.
00:43:46:Niekoniecznie dok³adnie|to mia³em na myœli.
00:43:50:Po prostu czasem|tak jakoœ samo wychodzi.
00:43:55:To, co chcia³em powiedzieæ to,|¿e naprawdê bardzo ciê lubiê.
00:43:59:Nie powinniœmy chyba przeceniaæ|znaczenia naszego zwi¹zku.
00:44:02:Po prostu przyjemnie|nam razem spêdzaæ czas.
00:44:09:W nastêpny weekend,|przyjadê do ciebie!
00:44:12:- Do mnie?|- Tak do Northwestern.
00:44:18:Pobêdziemy u ciebie.
00:44:21:U mnie? W Northwestern?
00:44:24:Super, œwietny pomys³.|To kiedy chcesz przyjechaæ?
00:44:29:Nastêpny weekend.
00:44:31:W nastêpny weekend mnie nie bêdzie.
00:44:34:Bêdê...|Bêdê w mieœcie.
00:44:37:- W Chicago?|- Tak. Nie! Nie, w Nowym Jorku.
00:44:40:Mam seminarium.
00:44:43:To mo¿e nawet lepiej.|Siê nieŸle zabawimy.
00:44:48:- W Nowym Jorku?|- Prze¿yjemy romantyczne chwile.
00:44:52:NieŸle siê zabawimy|w Nowym Jorku.
00:45:05:- Wstawaj œpiochu!
00:45:07:Wstawaj s³oneczko i œwieæ.|SpóŸnisz siê do kaplicy.
00:45:11:- Idziemy!|- Idê ju¿, idê!
00:45:15:Jezu!
00:45:16:Co?
00:45:18:Wygl¹dasz okropnie.
00:45:22:Nie mogê uwierzyæ.
00:45:24:Co tym razem?
00:45:27:Nowy Jork.
00:45:29:Powiedzia³em jej,|¿e spotkamy siê w Nowym Jorku.
00:45:32:W Nowym Jorku? Jezu, ty jesteœ...|Zakocha³eœ siê w niej, czy co?
00:45:37:Czy ona o tym wie?|Serio, czy ona wie, ¿e j¹ kochasz?
00:45:41:Czy ona wie, ¿e wyszed³eœ|z kompletnego dna?
00:45:44:Wszystko co wiem, to, ¿e muszê|znaleŸæ jakieœ seminarium.
00:46:38:Co robimy?
00:46:41:- Pozbywamy siê tego paskudztwa.|- Ale ja lubiê to paskudztwo.
00:46:48:- Czym mogê s³u¿yæ?|- Ta marynarka, na niego.
00:46:54:39?
00:46:56:Nie pozbywamy siê tego ca³kowicie,|tylko pozwalamy odejœæ na|zas³u¿ony odpoczynek.
00:47:07:W porz¹dku.
00:47:11:Bardzo ³adnie.
00:47:14:- I jak?|- Wytwornie.
00:47:19:- Teraz spodnie.|- Jeœli mogê zasugerowaæ...
00:47:22:Szara flanela.
00:47:24:31.
00:47:25:30.
00:47:28:- Co mówisz o moich spodniach?|- One mówi¹ same za siebie.
00:47:34:Przebieralnia znajduje siê tam.
00:47:37:Dziêkujê.
00:48:15:Ellen?
00:48:20:Cholera!
00:48:22:- Proszê pana!
00:48:28:Ellen! Ellen!
00:48:30:- Dok¹d to?|- Muszê j¹ dogoniæ! Ellen!
00:48:39:Idziemy.
00:48:40:Idziemy.
00:49:03:Siema tygrysie.
00:49:11:Co ja teraz zrobiê?
00:49:14:Nie mam do niej telefonu,|nie znam jej adresu, nawet|nie znam jej nazwiska.
00:49:19:Widzê, ¿e zna³eœ j¹ dobrze?
00:49:24:Wybacz i tak by siê dowiedzia³a|o tym wczeœniej lub póŸniej.
00:49:30:Tak, ale wola³bym,|¿eby to by³o póŸniej, nie?
00:49:35:Chryste.
00:49:39:Hej, zamierzasz spêdziæ|resztê ¿ycia w ³ó¿ku?
00:49:45:Nie uwa¿asz, ¿e za bardzo to|prze¿ywasz? ChodŸ coœ zjeœæ.
00:49:51:Nie mogê uwierzyæ,|¿e zrzekasz siê kolacji.
00:49:54:- Nie jestem g³odny.|- To nie powód, by nic nie jeœæ.
00:49:58:Idziesz czy nie? Ostatni szansa.
00:50:07:Jeszcze jedna szansa.
00:50:15:To naprawdê ju¿ twoja ostatnia szansa.
00:50:19:Daj mi spokój!
00:50:21:Zostawiê ciê w spokoju.|Nic nie chce ci siê robiæ...
00:50:28:Osio³!
00:50:36:Bardzo dobrze panie Jenkins.
00:50:40:Nienajgorzej panie Maybaum.
00:50:43:Bardzo ³adnie panie Jackson.
00:50:47:Bardzo przejrzyste panie Burroughs.
00:50:53:Niejasne panie Goobser.
00:50:56:Mamy tu coœ na niskim poziomie,|panie Ogner. Proszê siê poprawiæ.
00:51:01:To dla mnie obraŸliwe panie Ruskin.
00:51:07:Hej, Jonathan, zaczekaj!
00:51:10:Pa³a - teraz to naprawdê|masz siê czym przejmowaæ.
00:51:13:- Nawet Roger dosta³ 3 minus.|- Gówno mnie to obchodzi.
00:51:19:CO zrobisz na œwiêta? Ukrzy¿ujesz siê?|Chyba sam nie wiesz o co ci chodzi.
00:51:25:- Ty wiesz?|- Wiem.
00:51:26:Ona by³a piêkna i cudowna.|Ale do cholery, to by³o tylko r¿niêcie.
00:51:30:- Czasem jesteœ po prostu zwyk³ym dupkiem.|- Nie ty pierwszy zosta³eœ rzucony.
00:51:35:Jedyne czego mi potrzeba,|to na pewno nie œwiat wed³ug Skipcia.
00:51:41:Wyœwiadcz nam przys³ugê i zamknij siê.
00:51:44:OK, zakuty ³bie.
00:51:48:- SiedŸ w tym dalej.
00:51:55:- Pospiesz siê Roger.|- Nie poganiaj mnie.
00:51:58:Gramy w pokera.|Mam ci pomóc?
00:52:00:Dobrze ju¿, dobrze.|Co jest mocniejsze full czy kolor?
00:52:04:Nawet nie wiesz, jak siê w to gra!
00:52:06:Ile razy mamy ci t³umaczyæ?
00:52:09:- Dawaj!
00:52:12:- A to co?
00:52:15:To Jonathan.|Naprawdê szaleje.
00:52:19:Œwietnie.
00:52:21:- Jonathan zawsze wariowa³.|- Musimy jeszcze raz rozdaæ.
00:52:24:- Rozdaæ?|- On musia³ wyjœæ.
00:52:26:- I co z tego?|- Rozdajemy od nowa.
00:52:28:- Gdyby to by³y twoje karty, to byœ|nie rozdawa³.|- Jak ktoœ wychodzi,|to przerywamy grê.
00:52:33:- Dawaj karty!|- Gra uniewa¿niona.
00:52:35:Nic z tego! Spadajcie!|Gdyby to by³y twoje karty,|to byœ nie rozdawa³.
00:52:47:Jonathan!
00:52:51:Jezu Chryste! Jonathan!
00:53:00:Jonathan! Jonathan!
00:53:13:Jonathan! Wracaj, niech to szlag!|Jonathan, stój!
00:53:25:Zamknij siê!|Pos³uchaj, wylecisz st¹d.
00:53:29:Mo¿esz po¿egnaæ siê ze swoj¹ pieprzon¹|przysz³oœci¹, w³¹cznie z Harvardem.|Rozumiesz to?
00:53:56:Wyrzuci³ ciê?
00:54:01:Nie chce mi siê o tym gadaæ.
00:54:05:Moi starzy ³o¿¹ kupê kasy na to miejsce.|Nikt ciê nie wyrzuci
00:54:10:Co siê sta³o, to siê nie odstanie.
00:54:17:Ty oszuœcie.
00:54:20:- Na Harvardzie ciê przyjêli?|- Dyrektor Kennedy powiedzia³,
00:54:24:"Jonathan to dla nas zaszczyt".
00:54:28:- Ocali³eœ mi ¿ycie.|- Wisisz mi laskê.
00:54:31:- Masz racjê. Zupe³nie zapomnia³em.|- Nie mo¿na zapominaæ takich rzeczy.
00:54:36:- ChodŸmy siê napiæ. Ty stawiasz.|- Oczywiœcie.
00:54:40:Mamo, ubierzemy choinkê|jak ju¿ przyjadê, dobrze?
00:54:43:Nie bêdzie mnie tylko|przez pierwsze cztery dni.
00:54:47:Mamo, bêdê na Œwiêta.
00:54:50:- Nie, muszê lecieæ.
00:54:53:Zadzwoniê jak dojadê.|Obiecujê. Te¿ ciê kocham, pa.
00:54:57:O mamo!
00:55:53:Witaj w Toad Hall.
00:55:59:W ¿yciu nie widzia³em|tak bezczelnie eksponowanego bogactwa.
00:56:04:- Jak do tego dojœæ?|- Rób, to co myœmy robili.
00:56:07:Dorobiliœmy na handlu.
00:56:10:Potem coœ siê jeszcze zalegalizowa³o.
00:56:19:To nie dla ciebie, OK?
00:56:21:- Pamiêtaj.|- Dziêki. Czujê siê jak w muzeum.
00:56:25:Niby nic, ale zawsze w³asny dom.
00:56:28:- Maggie!|- Skip!
00:56:31:- Witaj piêknoœci!|- Co s³ychaæ?
00:56:34:Poznaj Jonathana, mego wspó³lokatora,|wci¹¿ siusiaj¹cego w nocy do ³ó¿ka.
00:56:38:Nie myœl, ¿e jesteœ na tyle du¿y,|¿eby ciê nie mo¿na by³o za uszy wytargaæ.
00:56:41:Naprawdê? Zrób to teraz Maggie,|zrób to.
00:56:45:Jesteœ szalony!
00:56:48:Dziêkujê, poradzê sobie.
00:57:02:- Hej!|- Hej.
00:57:07:Wiesz co, ten pokój|darzê szczególna sympati¹
00:57:12:ChodŸ tu.
00:57:32:- Lepiej nie.|- Lepiej tak.
00:57:35:Musisz siê wyluzowaæ przed wieczorem|z Burroughsami.
00:57:42:Nie daj siê przestraszyæ memu staremu.|Jeœli chcesz, aby ciê polubi³,
00:57:46:Powiedz mu, ¿e jesteœ przeciwko|kontroli pañstwa nad firmami.
00:57:50:Kontrola pañstwa, Jonathanie, jest|przekleñstwem gospodarki wolnorynkowej.
00:57:55:Ka¿da inteligentna osoba wie,|¿e nie mo¿na siê mieszaæ
00:57:58:Tam gdzie rz¹dz¹ prawa poda¿y i popytu.
00:58:01:Rozumiem, o co panu chodzi.|Dlatego jestem przeciwny c³om.
00:58:04:Tak.
00:58:05:le. C³a s¹ potrzebne. Jak inaczej|bêdziemy konkurowaæ z zagranic¹?
00:58:11:- C³a musz¹ byæ.|- Jak mo¿esz tego nie rozumieæ?
00:58:16:Tu jesteœmy moja droga. Pijemy drinka.
00:58:19:Mamo?
00:58:21:Mamo!
00:58:22:To dla mnie?
00:58:24:Proszê mi to daæ.
00:58:31:Poznaj mego wspó³lokatora Jonathana.|Jonathan, to moja mama.
00:58:42:Bardzo mi mi³o pani¹ poznaæ,|pani Burroughs.
00:58:51:Chcia³abym siê odœwie¿yæ,|wiêc pójdê siê odœwie¿yæ.
00:58:56:Zobaczymy siê na kolacji.
00:59:04:No dobrze, ale na czym to stanêliœmy?
00:59:11:A tak, interwencje rz¹dowe.
00:59:13:Jestem równie¿ zdecydowanie przeciwny|polityce zubo¿ania przedsiêbiorstw.
00:59:18:Chyba, ¿e to nie s¹ nasze firmy.
00:59:21:Niez³e co, Jonathanie?
00:59:25:- Ja pierdolê.
00:59:50:Jonathan?
00:59:51:Tak?
00:59:56:NajwyraŸniej ty i ja|mamy coœ wspólnego.
01:00:04:Domyœlasz siê, co to mo¿e byæ?
01:00:08:Zostaw to. Maggie siê tym zajmie!
01:00:14:Jonathanie.
01:00:16:Ja równie¿ w Vernon by³em pierwszy|w klasie, którego przyjêto do Harvardu.
01:00:22:Jonathanie, to wspaniale.|Gratulacje.
01:00:36:Spróbuj pieczeni moja droga.|Jest wyœmienita.
01:00:42:Dziêkujê kochanie.
01:00:59:Szkoda, ¿e nie ma takiego jedzenia|w szkole. By³oby mniej samobójstw.
01:01:05:Gdybyœ siê bardziej skoncentrowa³ na nauce,|ni¿ na swoich dowcipach.
01:01:08:Byc mo¿e teraz te¿ by³byœ|ju¿ przyjêty do Harvardu.
01:01:16:Wiêc Jonathanie, wracaj¹c do Harvardu,
01:01:20:Domyœlam siê, ¿e jest to|dla ciebie okres pe³en emocji.
01:01:23:O tak, ju¿ nie mogê siê doczekaæ.
01:01:26:To punkt zwrotny w twoim ¿yciu. Jak|bêdziesz ciê¿ko pracowa³ na Harvardzie
01:01:31:To sam sobie wystawisz|najlepsze œwiadectwo.
01:01:40:Kochanie, dolej mi trochê wina.
01:01:44:Nie mo¿esz zaczekaæ do ostatniego dania?
01:01:47:Niez³y da³aœ popis przy stole.
01:01:51:Mam nadziejê, ¿e to nie ma nic|wspólnego z twoimi prywatnymi sprawami.
01:02:00:Coœ ci powiem, damulko.
01:02:02:Dopóki jesteœ w tym domu ze mn¹|i reprezentujesz rodzinê
01:02:08:Masz kontrolowaæ swoje humory,|czy cokolwiek tam masz.
01:02:20:I bêdziesz siê zachowywaæ, jak|przysta³o na Burroughsów nawet jeœli|siê nie czujesz jedn¹ z nich, jasne?
01:03:04:Jonathan?
01:03:21:Jonathan, musimy porozmawiaæ
01:03:25:Czego chcesz?
01:03:32:- Tak mi przykro.|- Przykro?
01:03:34:- Jezu, twój syn jest w pokoju obok!|- Nigdy bym tego nie zrobi³a
01:03:38:Gdybym wiedzia³a kim jesteœ.
01:03:42:Pozwól mi wyjaœniæ.
01:03:46:- Nie. Nie chcê.|- Proszê.
01:03:51:Jezu, czego ode mnie oczekujesz.
01:03:54:Chcesz zrozumienia, OK.|Rozumiem.
01:04:02:Czy mo¿esz mnie potrzymaæ?|Mo¿esz?
01:04:05:Nie, nie mogê.
01:04:07:Hej mistrzu, nie œpisz?
01:04:10:Cholera!
01:04:13:Jezu.
01:04:16:Co ty wyrabiasz?
01:04:18:Chcia³em otworzyæ ci drzwi|Coœ mi siê pomiesza³o.
01:04:22:Co za g³¹b!
01:04:26:Ubieraj siê.
01:04:38:Co myœlisz o kolacji?
01:04:41:Zajebista, nie?
01:04:52:Zastanawiasz siê w ogóle,|czy twoi rodzice to nadal robi¹?
01:05:01:Szczerze mówi¹c, moi rodzice raczej|¿yj¹ w normalnym zwi¹zku.
01:05:05:On jej mówi co ma robiæ,|a ona go olewa.
01:05:18:Nigdy siê nie o¿eniê.
01:05:21:- Ja te¿ nie.|- Z³amanych zostanie wiele serc.
01:05:38:- Jak leci, Jonathanie?|- W porz¹dku.
01:05:41:Swój ch³op.|Kto siê ze mn¹ poœciga?
01:05:45:- Ty, Skip?
01:06:03:Jak siê masz?
01:06:05:Chcê byœ dziœ st¹d wyjecha³.
01:06:21:Ju¿ sam powrót tu jest|dostatecznie przygnêbiaj¹cy.
01:06:25:Na dodatek egzaminy za pasem|to wszystko ponad moje si³y.
01:06:28:Ogl¹danie twojej gêby|jest ponad moje si³y.
01:06:31:- Ale œmieszne.|- Jesteœ kompletnym idiot¹, serio.
01:06:34:Jesteœ naprawdê zabawny Roscoe.
01:06:37:- Na razie.|- Czeœæ.
01:06:54:OK, dziecko wróci³o!
01:06:59:- Hej stary.|- Stêskniony?
01:07:03:Czy naprawdê pan uwa¿a, ¿e œledztwo|wœród naszych studentów jest konieczne?
01:07:06:Tak i tak samo uwa¿a stan Illinois.
01:07:10:Chcê jak najszybciej|przejrzeæ papiery studentów.
01:07:13:Myœlê, ¿e jedynym wyjœciem|z sytuacji jest...
01:07:16:Kto tam jest?
01:07:19:To ja proszê pana.
01:07:21:Czym mogê s³u¿yæ panie Maybaum?
01:07:25:Pani Hayworth potrzebuje|pana podpisu.
01:07:30:Prosi o podpis.
01:07:53:Nie jarzê! Nie jarzê!
01:07:55:I nie chcê zajarzyæ. Nienawidzê tego!
01:08:01:- Skip.|- Zapomnij, nawet siê nie trudŸ.
01:08:04:Ju¿ nie ¿yjê.|Adios Harvard. Bonjour Trade Tech.
01:08:07:Dobrze, spójrz.
01:08:09:Jeœli obszar...|Skip.
01:08:12:Jeœli obszar pod krzyw¹|odwzorowuje F razy iloœæ X
01:08:16:I jest powi¹zany z lini¹ X=subA|i X=subB, to co musisz znaleŸæ?
01:08:21:- Pistolet, beznadziejny przypadek.
01:08:24:Spotkanie u Roscoe|po zgaszeniu œwiate³!
01:08:27:TO ju¿ za trzy godziny.|Lepiej siê przygotujê.
01:08:30:Tylko tyle s³ysza³em,|¿e ma byæ jakieœ dochodzenie.
01:08:33:- Jakie dochodzenie?|- Nie wiem, dlatego wam o tym mówiê.
01:08:43:Piêæ, szeœæ, siedem, osiem.
01:08:45:- Jonathan, telefon.|- Jonathan, telefon.
01:08:53:- Halo?|- {y:I}Jonathan?
01:08:56:- O Bo¿e.|- {y:I}Jak siê masz?
01:08:59:- Serio pytasz?|- {y:I}Dlaczego siê nie po¿egna³eœ?
01:09:02:- Kaza³aœ mi siê wynosiæ.|- {y:I}Czy¿by?
01:09:08:- Nie baw siê ze mn¹ w te swoje gierki.|- {y:I}Muszê siê z tob¹ zobaczyæ.
01:09:11:Nie mogê rozmawiaæ.|Muszê koñczyæ.
01:09:16:- Uwa¿aj na siebie.|- Tak, ty te¿.
01:09:20:- Mo¿e go po prostu za³atwmy?|- Gdybyœmy tylko mogli.
01:09:24:- Kto to by³?|- Co?
01:09:28:Kto dzwoni³?
01:09:31:Mama, pies zdech³.
01:09:34:Nie chrzañ
01:09:36:- Jak wygl¹da ten goœæ?|- Jak Hitler.
01:09:40:Ma takie w¹siki i malutkie oczka.|I gapi siê na ciebie.
01:09:44:Skubany nawet nie mrugnie. By³em tam|piêæ minut i nie mrugn¹³ ani razu.
01:09:49:Po prostu przeszywa ciê wzrokiem.
01:10:21:Dobra, wiêc bêdê to ja,|Roger, Doug i Barry.
01:10:32:Piêæ, szeœæ, siedem, osiem.
01:10:36:- Znowu telefon do Jonathana.|- Pies znowu zdech³.
01:10:41:No dobra, plan jest taki.
01:10:45:To jest sypialnia.|A tu jest okno.
01:10:47:Jeœli bêdzie czysto, przejdziemy|têdy i wejdziemy przez okno.
01:10:52:- Szukamy czegokolwiek.|- Czegokolwiek.
01:10:55:- Tak, wci¹¿ jestem.|- {y:I}Tylko|porozmawiaæ. Tylko na godzinkê.
01:10:59:- Nie mogê, OK?|- {y:I}Jonathan.
01:11:02:- Nie.|- {y:I}Tylko na godzinkê.
01:11:04:Daj spokój proszê.|I nie dzwoñ wiêcej do mnie, dobrze?
01:11:11:Jezu
01:11:42:Dobra, idziemy.
01:11:47:ChodŸcie! ChodŸcie!
01:11:49:Kryæ siê. Idziemy.
01:12:12:- O kurwa!|- Co?
01:12:14:- Facet jest od narkotyków!
01:12:24:Cholera! Spadamy!
01:12:31:- Jest tam kto?|- Ruchy! Ruchy!
01:12:35:ZejdŸ mi z drogi!|ZejdŸ mi z drogi, do diab³a!
01:12:38:- Cholera!|- Szybciej.
01:12:58:- Kiedy bêdzie nalot?|- Nie wiem!
01:13:03:- Co siê dzieje?|- Facet jest od narkotyków.
01:13:08:- Lepiej pozbyæ siê wszystkiego!|- Teraz to na pewno oblejê!
01:13:16:Szybciej!
01:13:21:Jeœli coœ masz|to lepiej siê teraz tego pozb¹dŸ.
01:13:25:- Jak masz zamiar to spuœciæ?|- Patrz.
01:13:30:Z drogi. Mam gówno do spuszczenia.
01:13:47:Puœæcie mnie panowie.
01:13:52:Czytaæ i p³akaæ.
01:13:56:Huraa.
01:14:17:- Wiêc?|- Zda³eœ.
01:14:20:Zdane. Jesteœmy obaj|na pierwszym i drugim miejscu.
01:14:24:Dziêki tobie, geniuszu!
01:14:26:- Musimy zaimprezowaæ.|- Nie mogê.
01:14:30:- Nie s³ysza³em tego.|- Muszê jechaæ do Chicago.
01:14:33:- Dobrze myœlisz, to moje miasto|- Nie, daj spokój, pojadê sam.
01:14:36:Jezu, znowu to samo. Powiedzia³em|ci ¿ebyœ o niej zapomnia³.|Nigdy jej nie odnajdziesz.
01:14:41:Nie, nie jadê po to.|Chcê po prostu pobyæ sam, OK?
01:14:46:OK.
01:14:53:Ale nastêpnym razem jak bêdziesz|czu³ siê samotny to nie licz na to,
01:14:57:¯e stary Skip bêdzie siê stara³|jakoœ ciebie rozbawiæ.
01:15:05:Adios...|Panie Smutasie.
01:15:24:Jezu Chryste, to nie ja codziennie|wydzwaniam przez ca³y miesi¹c.
01:15:29:Czy nie mo¿esz zrozumieæ, ¿e twój syn|jest moim koleg¹ z pokoju|i najlepszym kumplem zarazem?
01:15:33:Nie mogê uwierzyæ,|¿e siê oto sprzeczamy.
01:15:39:Przyjecha³em, bo ¿al mi ciebie.
01:15:42:Za kogo ty siê uwa¿asz,|¿e tak do mnie mówisz?
01:15:46:Nie znasz mnie.
01:15:48:Nie wiesz nic o moim ¿yciu.
01:15:52:Kiedy zobaczy³am ciê w barze...
01:15:57:Wygl¹da³eœ ¿a³oœnie.
01:16:01:Pieprzy³am siê z tob¹,|bo mi ciê szkoda by³o.
01:16:05:Jezu Chryste.
01:16:07:Lepiej ju¿ idŸ Jonathanie.
01:16:15:Obs³uga? Poproszê butelkê wódki|do pokoju 1017.
01:16:22:- No to na pewno ci pomo¿e.|- Owszem Jonathanie.
01:16:25:O wiele bardziej ni¿ ty. 1017.
01:16:42:Mia³eœ ju¿ iœæ.
01:16:47:Nie powinnaœ wiêcej dzwoniæ.
01:16:49:Wiem.
01:16:53:Nie bêdê.
01:16:57:Przepraszam.
01:17:23:Przytul mnie.
01:17:25:- Myœlisz, ¿e to bêdzie w porz¹dku?|- Wierz mi.
01:17:28:Ma przer¹bane. Zapomnia³|co to znaczy "odlotowa impreza".
01:17:32:Bêdzie super.
01:17:33:Pewnie nie by³yœcie jeszcze|z tak szalonymi facetami.
01:17:37:- Pewny jesteœ, ¿e to tu?|- Tak,|przecie¿ mówi³em, ¿e poszed³em za nim.
01:17:46:Cicho. Gotowi?
01:17:53:Obs³uga hotelowa!
01:17:56:Obs³uga!
01:18:10:- O przepraszam.|- Cholera.
01:18:13:- Mo¿e lepiej ju¿ pójdŸmy.|- Skip.
01:18:17:Skipper.
01:18:22:Jonathan, nie przedstawisz nam|swojej przyjació³ki?
01:18:26:Mo¿e ma jakieœ siostry?
01:18:40:- {y:I}To by³a raczej krótka impreza!
01:18:47:Czy moglibyœcie wyjœæ?
01:18:55:Skip! Skip!
01:19:21:{y:I}Gasiæ œwiat³a
01:19:55:Skip, daj spokój.|Nie wiedzia³em, kto to jest.
01:20:00:Naprawdê mi przykro.
01:20:04:Przykro.
01:20:08:Czy uwa¿asz, ¿e powinniœmy|o tym porozmawiaæ?
01:20:12:A o czym tu gadaæ?|Pieprzenie to pieprzenie.
01:20:24:OK.
01:20:46:Co ty wyrabiasz Skip?
01:20:55:Niech ciê szlag!
01:20:57:- ZejdŸ mi z drogi!|- Zacznij graæ Burroughs! Ostrzegam ciê!
01:21:02:- Co tam siê u licha dzieje?|- Nie wiem.
01:21:06:Sukinsyn!
01:21:11:Dam ci nauczkê!
01:21:16:Burroughs bydlaku.
01:21:19:Jak ty mówisz? Burroughs,|dosyæ tego, uciekaj st¹d!
01:21:23:- Tak jest, spadaj!
01:21:31:WeŸ zimny prysznic!
01:21:40:- Panie Burroughs.|- Witaj Jonathanie.
01:21:45:- Jak leci?|- Po staremu. Nie wiesz, kiedy Skip wróci?
01:21:48:Raczej nied³ugo.
01:21:50:A co poza tym?
01:21:53:Wszystko dobrze.
01:21:55:Du¿o zajêæ?
01:21:57:A jak tam ¿ycie pozauczelniane?
01:22:00:Dziewczyny?
01:22:04:Nie?
01:22:05:OK, miejmy to za sob¹.|Nie mogê tego d³u¿ej ukrywaæ.
01:22:09:O czym ty mówisz?
01:22:13:O czym mówiê?
01:22:17:A ty co tu robisz?
01:22:21:- Móg³byœ nas zostawiæ samych?|- Oczywiœcie.
01:22:31:Co siê dzieje?
01:22:33:Twoja matka le¿y w szpitalu.|Przebada³a siê trzy dni temu.
01:22:39:Okaza³o siê, ¿e potrzebuje|pomocy psychiatrów.
01:22:43:I w³aœnie siê leczy.
01:22:53:Nie wygl¹dasz na zaskoczonego.
01:22:57:- A co mam powiedzieæ?|- A co to za odpowiedŸ?
01:23:02:Po prostu, jeœli uwa¿a, ¿e potrzebuje|pomocy to powinna j¹ otrzymaæ.
01:23:11:Spójrzmy prawdzie w oczy tato.|Jesteœmy por¹ban¹ rodzin¹.
01:23:14:To jest ten goœæ od narkotyków.
01:23:23:Panowie, potrzebna mi wasza pomoc.
01:23:26:To jest pan Balaban z komendy g³ównej.
01:23:31:Prowadzi œledztwo w szko³ach|w naszym rejonie.
01:23:36:Tak siê z³o¿y³o, ¿e by³o wiele oszustw|na testach kwalifikacyjnych.
01:23:42:Myœlê, ¿e pan Balaban myli siê co do|Vernon Academy, niemniej jednak,
01:23:47:Bêdziemy z nim w pe³ni wspó³pracowaæ.
01:23:53:- Juz nie ¿yjesz Roger!|- Dupek!
01:23:55:- Ty debilu!|- Od narkotyków, tak?
01:23:58:- Dupek!|- Spuœci³em przez ciebie 300 dolców!
01:24:07:Chcia³oby siê mieæ ju¿|to spotkanie za sob¹, nie?
01:24:11:- S³ysza³em, ¿e ju¿ dosta³eœ siê|do Harvardu.|- Tak.
01:24:17:Mia³eœ na teœcie kwalifikacyjnym|praktycznie najlepszy wynik.
01:24:21:Imponuj¹ce. Normalnie by³byœ|od razu podejrzany.
01:24:27:Od razu.
01:24:30:Ale by³eœ pilnym uczniem|przez ca³e ¿ycie.
01:24:34:Wiêc nie pozostaje mi nic innego,|jak tylko stwierdziæ, ¿e jesteœ niewinny.
01:24:37:No chyba, ¿e krad³eœ testy|ju¿ od przedszkola.
01:24:43:Ale lepiej przejdŸmy do sprawy.
01:24:59:Zadam ci kilka pytañ.
01:25:04:Czy coœ ci wiadomo o skradzionych|testach kwalifikacyjnych?
01:25:10:Nie, proszê pana.
01:25:12:Czy kupi³eœ taki test?
01:25:17:Nie.
01:25:31:Dziêkujê.
01:25:32:Ostroffa trzymali pó³torej godziny.
01:25:34:- Podobno przycisnêli Powersa.|- Powersa! A to g³upek!
01:25:38:On nie oszukiwa³, ale tak siê wystraszy³,|¿e przyzna³ siê, ¿e jara³,
01:25:43:Ze wychodzi³ z campusu i,|¿e podgl¹da³ ¿onê dyrektora.
01:25:47:Coœ wam powiem.
01:25:49:Jeden peda³ z komendy to za ma³o,|¿ebym coœ im powiedzia³.
01:25:54:A dwa peda³y?
01:25:56:Pieprz siê Roscoe!|Zobaczymy, jak ciebie bêd¹ przes³uchiwaæ.
01:26:05:Co tam?
01:26:25:Odezwali siê z Harvardu?
01:26:37:Hej.
01:26:40:Gratulacje.
01:26:52:Nieczêsto mo¿na obejrzeæ,
01:26:55:Tego rodzaju rytua³,|który uda³o nam siê nagraæ...
01:27:08:- Proszê zatrzymaæ projektor.
01:27:12:Kolejne g³owy do œciêcia,|panie Maybaum?
01:27:15:Tak jest.
01:27:16:Wybrañcami s¹ dziœ|panowie Simons i Burroughs.
01:27:23:- Dziêkujê, proszê pani.|- Cholera.
01:27:36:Ja wiem, ¿e powinniœmy|w pe³ni wspó³pracowaæ
01:27:39:W sprawie tego g³upiego dochodzenia,
01:27:41:Ale kiedy przerywa siê moje zajêcia,
01:27:44:To mnie to po prostu wkurwia.
01:27:48:Od teraz to moje ulubione zajêcia.
01:27:54:Proszê siadaæ.
01:28:05:Mój drogi.
01:28:09:Chcia³oby siê mieæ ju¿|to spotkanie za sob¹, nie?
01:28:14:Widzê, ¿e dosta³eœ siê na Harvard.
01:28:17:Te¿ studiowa³em|i wiem jak jest ciê¿ko.
01:28:28:Mia³eœ wysoki wynik na teœcie.
01:28:32:"Burroughs".
01:28:34:Z tych Burroughsów z zarz¹du AT&T?
01:28:38:Tatuœ.
01:28:40:Naprawdê?
01:28:43:Domyœlam siê, ¿e strasznie|na ciebie naciskali z tym Harvardem.
01:28:51:Twoje oceny nie by³y z³e.
01:28:54:Twoje oceny by³y w porz¹dku.
01:28:56:Ale uczysz siê tu,|bo dobrze napisa³eœ test.
01:29:02:Nie chcê ciê w to wpl¹tywaæ.
01:29:06:Wszyscy pope³niamy b³êdy,|których siê póŸniej wstydzimy.
01:29:09:Ale musimy z tym ¿yæ.
01:29:12:Czasem pojawia siê okazja,|czêsto ma³o przyjemna,
01:29:16:¯e mo¿na coœ naprawiæ.
01:29:20:Maj¹c na uwadze te s³owa,|przejdŸmy do sprawy.
01:29:28:Czy coœ ci wiadomo o skradzionych|testach kwalifikacyjnych?
01:29:36:A pan dok¹d, panie Burroughs?
01:29:41:Pierdol siê.
01:29:46:- Naprawdê tak powiedzia³?|- Spojrza³ mu prosto w oczy,
01:29:50:- Powiedzia³ i poszed³ sobie.|- Niez³e!
01:29:53:Nie mogê uwierzyæ!
01:29:54:- Powiedzia³ Balabanowi,|¿eby poszed³ siê waliæ!|- Chrzanisz.
01:29:57:- Powiedzia³ Balabanowi,|¿eby poszed³ siê waliæ!
01:30:04:Hej! Skip!
01:30:13:Dobra robota!
01:30:33:Skip!
01:30:36:Dlaczego mnie nie wyda³eœ?
01:30:40:Nie gadasz ze mn¹. Ocali³eœ mi dupê,|ale ze mn¹ nie gadasz.
01:30:43:Dziêki stary, mo¿e kiedyœ|bêdê mia³ okazjê ci siê odwdziêczyæ?
01:30:47:Co by tu zrobiæ?
01:30:49:Juz wiem, znowu udam trupa, co?
01:30:53:Albo mogê siê zastrzeliæ.|Nie, to ty mnie zastrzel i moja g³owê|powieœ na œcianie jak trofeum.
01:30:58:Powiesisz na tym jakieœ majtki.|Lubisz to przecie¿.
01:31:03:Jak ci mam wyt³umaczyæ,|¿e nie mia³em pojêcia, kto to jest?|Sam wys³a³eœ mnie do tego baru.
01:31:07:J¹ te¿ tam wys³a³eœ,|¿eby siê z kimœ puœci³a?
01:31:11:Ty sukinsynu. Poszed³eœ tam nawet wtedy,|gdy ju¿ wiedzia³eœ kim ona jest.
01:31:39:Masz siê do mnie odzywaæ, do cholery!
01:32:10:Odczep siê ode mnie!
01:32:16:OK, chcesz kurwa pogadaæ|k³amliwy sukinsynu.
01:32:20:Bydlaku! No chodŸ!
01:32:27:- Przepraszam stary.|- No chodŸ, dawaj!
01:32:31:No chodŸ.
01:32:34:- Przestañ!|- Skopiê ci tê twoj¹ pierdolon¹ dupê!
01:32:37:No chodŸ. Przestañ.
01:32:41:Cholera!
01:33:01:Nie zbli¿aj siê do mnie!
01:33:06:Kurwa!
01:33:16:Skip?
01:33:19:Skip?
01:33:20:Kurwa!
01:33:22:Ty sukinsynu!
01:33:37:Daj spokój!
01:33:41:- Niech ciê szlag!|- Odwal siê!
01:33:54:- Rozejm!|- Ja ci dam rozejm!
01:34:12:Nigdy bym ju¿ siê z ni¹ nie spotka³.
01:34:16:Wci¹¿ dzwoni³a do mnie.
01:34:19:Chcia³em tylko pogadaæ, przysiêgam.
01:34:23:Ale...
01:34:27:By³em w niej naprawdê zakochany.
01:34:35:Przepraszam stary.
01:34:42:Skip?
01:34:53:- Jezu!
01:34:54:Co sie dzieje, ja pierniczê!
01:34:57:- Biliœcie siê?|- To raczej nie nasza sprawa.
01:35:04:Jeœli bêdziecie czegoœ potrzebowaæ,|na przyk³ad ko³nierza.
01:35:07:- Wiecie, gdzie mnie szukaæ.|- Na razie!
01:35:11:- Na razie.|- Dziêki, czeœæ.
01:35:18:A tak przy okazji,|twoja mama dzwoni³a.
01:35:22:Tak?
01:35:24:Pies zdech³.
01:35:27:Co?
01:35:29:Zbyt ³atwo dajesz siê nabraæ!
01:35:34:T³umaczenie: Cluppy
01:35:38:Poprawki do wersji 770 MB 1h37m59s 768x432 23,98 FPS
01:35:42:applauseteam
01:35:46:OdwiedŸ www.NAPiSY.info oraz www.opensubtitles.org